Fizjoterapia – Czwarty artykuł Mgr Kamila Mustafy "Wiedz, że coś się dzieje" z cyklu Masaż bez "happy endu"? – Fizjoterapiaonline.pl

Artykuły

// wstecz
Czwarty artykuł Mgr Kamila Mustafy "Wiedz, że coś się dzieje"  z cyklu Masaż bez "happy endu"?

Czwarty artykuł Mgr Kamila Mustafy "Wiedz, że coś się dzieje" z cyklu Masaż bez "happy endu"?


 
„Dzień dobry. Proszę położyć się na plecach. Zabieg ma działanie przeciwbólowe i przeciwzapalne. Potrwa 15 minut. Nic nie będzie Pani odczuwać, ale na pewno, za parę dni, poczuje się Pani lepiej”. Tymi słowami przywitałem pewną obolałą staruszkę, która zgłosiła się do przychodni na zabieg z zakresu magnetoterapii. Byłem wówczas nieopierzonym praktykantem, który próbował wcielić w życie wszystkie mądrości, wyczytane w akademickich podręcznikach.

Po kwadransie wyraz twarzy mojej pacjentki diametralnie się odmienił. „Te bioprądy faktycznie działają. Tego mi było trzeba”- wykrzyknęła. Nieco się zdziwiłem tą deklaracją, ponieważ nie spodziewałem się takiego efektu po jednym zabiegu. Ale z drugiej strony, poczułem satysfakcję, że mogłem nieco ulżyć tej pani w cierpieniu. Tym bardziej, że na realizacje zlecenia lekarskiego czekała ponad trzy miesiące. Ogarnęła mnie niemała konsternacja kiedy zauważyłem, że aparat do magnetoterapii był przez cały ten czas wyłączony…W taki oto sposób po raz pierwszy zetknąłem się z magiczną siłą efektu placebo. Na dodatek, to ja rzuciłem czarodziejskie zaklęcie.
 W swojej późniejszej praktyce wielokrotnie współpracowałem z ludzką psychiką w budowaniu wspólnego sukcesu terapeutycznego. Mając w pamięci wstydliwy epizod z nieistniejącym polem magnetycznym, starałem się wpływać na moich pacjentów czymś więcej, niż tylko dobrym słowem, ale żeby nie zakłócać ich procesu zdrowienia, na komentarze typu: „Ma pan w rękach grzałkę” czy „Z pana rąk emanuje lecznicza energia” reagowałem tylko uśmiechem. Co prawda, rachunki za prąd opłacam regularnie, ale nie otrzymuję z tego tytułu bonusowych doładowań energetycznych.
 W 1800 roku brytyjski lekarz John Haygarth opublikował dzieło pt. „O wyobraźni jako o przyczynie chorób ciała i leku na nie” (ang. „Of the Imagination as a Cause and as a Cure of Disorders of the Body”). Udowodnił, że popularne w tych czasach „ciągniki Perkinsa” (metalowe pręty wyciągające „szkodliwe płyny”) są zwykłą szarlatanerią i ich działanie ma efekt wyłącznie psychologiczny. Tym samym, wywołał burzliwą dyskusję i spowodował, że łacińskie słowo „placebo” nabrało specyficznego medycznego znaczenia. Przyszli naukowcy wysnuli wniosek, że oddziaływanie siły sugestii wykracza poza umysł pacjenta, wpływając, również, na fizjologię jego organizmu. Ponadto, stanowi bardzo mylący czynnik, w kwestii oceny prawdziwej skuteczności terapii. Niektórzy twierdzą, że nieważny jest sposób, liczy się efekt. Ale czy bazując wyłącznie na oszustwie będziemy wystarczająco efektywni?
 Kłamstwo, jako niezwykle istotny element relacji międzyludzkich, przyczyniło się do rozwoju cywilizacji i umożliwiło przetrwanie wielu istnień. Abstrahując od dylematów moralnych, mówiąc wyłącznie prawdę, ludzkość zapewne już dawno podzieliłaby los prehistorycznych gadów. Czy kultura kłamstwa w medycynie posiada utylitarne uzasadnienie? Istnieją pewne niebezpieczeństwa sytuacji, w której opieka zdrowotna opierałaby się tylko na fundamentach oszustw. Korzystając wyłącznie z dobrodziejstw efektu placebo, pacjenci otrzymywaliby fałszywe poczucie bezpieczeństwa, rezygnując, tym samym, z prawdziwego leczenia. Rozwój medycyny byłby zbędny, gdyż olejek z węża łagodziłby objawy wszystkich chorób. Proces kształcenia kadry medycznej nie miałby większego sensu. Każdy kurowałby się bowiem według własnego uznania. Działalność fizjoterapeutów mogłaby się ograniczyć do konchowania uszu lub do masażu astralnego (czyli „masażu wykonywanego bez dotyku, polegającego na masowaniu powłoki astralnej rozciągającej się wokół ciała człowieka”). Na szczęście, są to tylko czysto hipotetyczne przykłady. Niepokojący jest jednak fakt, że na rynku funkcjonują „terapeuci”, którzy bez skrupułów sprzedają fałszywe nadzieje. Istnieją także pacjenci, dla których ulga dzięki wierze jest wystarczającą motywacją do odwiedzania krainy czarów.
 Paradoksalnie, żeby wywołać efekt placebo wcale nie potrzebujemy placebo. Efekty udowodnionej terapii zawsze będą potęgowane dzięki sile sugestii. Dobry terapeuta powinien potrafić tę siłę umiejętnie wykorzystać. Sprawić, że COŚ się dzieje jest bardzo łatwo. Sztuką jest, żeby to COŚ było tylko dodatkiem, dołączonym w pakiecie z mniej tajemniczym, ale bardziej skutecznym, działaniem.

Komentarze

brak komentarzy, skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz
Treść: *
Autor: *
 
ogłoszeniadodaj ogłoszenia