Fizjoterapia – Drugi artykuł Mgr Kamila Mustafy "Sztuka wyboru" cz. 2 z cyklu Masaż bez "happy endu"? – Fizjoterapiaonline.pl

Artykuły

// wstecz
Drugi artykuł Mgr Kamila Mustafy "Sztuka wyboru" cz. 2  z cyklu Masaż bez "happy endu"?

Drugi artykuł Mgr Kamila Mustafy "Sztuka wyboru" cz. 2 z cyklu Masaż bez "happy endu"?

2013-10-06
 
Minęło już sporo czasu od momentu, w którym szkocki lekarz James Lind opłynął kanał La Manche i Morze Śródziemne w poszukiwaniu lekarstwa na szkorbut. Wiosną 1747 roku wykazał on, że dieta złożona z cytrusów stanowi remedium na ówczesny postrach wilków morskich. Równie spektakularny jak samo odkrycie okazał się sposób, w jaki Lind go dokonał. Przydzielając chorych marynarzy do sześciu grup, otrzymujących różne rodzaje „lekarstw”, stworzył jeden z najważniejszych w historii ludzkości eksperymentów badawczych.
 Badanie Linda pozostało niezauważone przez ówczesną medycynę. Dopiero w 1795 roku, za sprawą Gilberta Blane’a, Rada i Admiralicja uznała, że sok z cytryny jest w stanie zatrzymać plagę dziesiątkującą brytyjską flotę. Niemniej jednak, świat nauki zainspirował się deklaracją, którą szkocki lekarz złożył w swoim „Traktacie o szkorbucie”: „Nie będę proponował niczego, co znam tylko z teorii, ale potwierdzę doświadczalnie fakty, co jest najpewniejszym sposobem”. Podobne stanowisko charakteryzowało, również, późniejszych  badaczy, takich jak, m.in. Alexander Hamilton, Sir Austin Bradford Hill, Sir Richard Doll czy Florence Nightingale. Tak powstawały fundamenty metody naukowej, bez której trudno jest sobie wyobrazić nowoczesną medycynę.
 Termin „evidence-based medicine” (medycyna oparta na dowodach naukowych) narodził się w 1992 roku za sprawą Davida Sacketa i, od tamtej pory, jest najbardziej wiarygodnym wyznacznikiem w podejmowaniu decyzji, dotyczących opieki zdrowotnej. Bez naukowego podejścia moglibyśmy przeoczyć najlepsze terapie i polegać na tych, które są bezużyteczne, a czasami nawet niebezpieczne. Metody lecznicze, które nie przeszły przez gęste sito eksperymentów klinicznych, zostały zakwalifikowane do tzw. medycyny niekonwencjonalnej/komplementarnej/alternatywnej. Skupia ona pseudonaukowe formy uzdrawiania, których działanie nie wykracza poza efekt placebo i bywa tylko marginalnie skuteczne.
 Jak fizjoterapia radzi sobie z tą kontrolą jakości? Nie da się ukryć, że na naszym podwórku znajdziemy dużo odmian zabiegów, które nie mogą pochwalić się wysoką efektywnością. Zdarza się, że kosztem sprawdzonych metod terapeutycznych, NFZ refunduje efekt placebo. A i lekarze, niekiedy, sprawiają pacjentom psikusa, zlecając im zabiegi, które są nieadekwatne do ich stanu zdrowia. Sami fizjoterapeuci czują się zagubieni wśród bogatej oferty metod terapeutycznych. Przy wyborze kursów zawodowych, najczęściej kierujemy się panującą na rynku modą, opiniami znajomych po fachu i zasobnością portfela, nie zwracając uwagi na przesłanki merytoryczne. Sądzę, że obowiązkiem każdego terapeuty powinna być weryfikacja skuteczności interwencji leczniczych, którymi się posługuje, poprzez monitorowanie wiarygodnych publikacji naukowych. Istotna jest również edukacja pacjentów, przestrzegająca ich przed fałszywymi praktykami.
 Mimo powszechnej znajomości zasad projektowania badań naukowych, nadal nie brakuje doświadczeń, których jakość pozostawia wiele do życzenia. Błędy metodologiczne, brak randomizacji, zbyt mała grupa badawcza są dość częstym zjawiskiem, które dyskredytuje wiarygodność niektórych eksperymentów. W połączeniu z tendencyjnością publikacyjną, tworzą one bałagan informacyjny, w którym nawet osobom „zorientowanym w temacie”, trudno się odnaleźć. W związku z tym, istnieją terapie, których efektywność nadal jest dyskusyjna, a wyniki, weryfikujących je badań, są niejednoznaczne, np. kinesiotaping, elektroterapia, czy masaż klasyczny. Konsekwentne wzbogacanie dorobku naukowego może okazać się w tych przypadkach rozstrzygające. Nie brakuje jednak metod, które kategorycznie nie zdały swojego egzaminu, a mimo to, nadal uzurpują sobie prawo do określania ich mianem leczniczych. Refleksoterapia, aromaterapia, rozmaite formy wyrównywania energii w meridianach lub czakrach to tylko niektóre przykłady terapii spektakularnie nieskutecznych, wchodzących w poczet kuracji niekonwencjonalnych. Ich działanie może mieć, wyłącznie, efekt relaksacyjny. Co prawda, nasz stan emocjonalny odgrywa pewną rolę w przebiegu chorób psychosomatycznych, ale nie możemy tu mówić o miarodajnych i długotrwałych efektach leczniczych zabiegów, wpływających głównie na nasze samopoczucie.
 Wydawać by się mogło, że terapie, wykorzystujące magnetyzowaną wodę, upuszczanie krwi, zwalczanie chorobotwórczych „miazmów”, czy leczenie klątwami energetycznymi przeszły do lamusa wraz z upadkiem medycyny „heroicznej”. Mimo to, nadal znajdzie się szerokie grono osób, których nie da się przekonać, że czarne jest czarne, a białe jest białe. Najwyraźniej, wiara potrafi przezwyciężyć najbardziej racjonalne „ograniczenia” rozumu.

Autor:
Mgr Kamil Mustafa

Piśmiennictwo:
1. Evans, Imogen, Thornton i wsp.; Testing Treatments: Better Research for Better Healthcare; British Library, 2006.
2. Porter, Roy; Blood and Guts: A Short History of Medicine; Allen Lane The Pengun Press, 2002
3. Singh, Ernst; Lekarze czy znachorzy? Medycyna alternatywna pod lupą;  Czarna Owca, 2012.

 
Cykl artykułów Mgr Kamila Mustafy "Masaż bez "happy endu" ?
Wstęp
I artykuł "Kukułcze jajo" 
II artykuł „Sztuka wyboru” cz. 1
II artykuł „Sztuka wyboru” cz. 2
III artykuł "Masaż gorącym jajkiem" V artykuł "Klasyczny celebryta"
VI artykuł "Klasyczne niedomówienia: układ krwionośny"
VII artykuł Klasyczne niedomówienia: "zakwasy" cz. 1
VII artykuł Klasyczne niedomówienia: "zakwasy" cz. 2
VIII artykuł Klasyczne niedomówienia: Zaproszenie do ''Szybciej, Wyżej, Mocniej?''

Komentarze

brak komentarzy, skomentuj jako pierwszy

Dodaj komentarz
Treść: *
Autor: *